fbpx

Co to jest panchakarma

Wszystko co Wam teraz napiszę, przekazuję nie z pozycji eksperta, tylko kogoś, kto doświadczył tej terapii i chce opisać na czym ona polegała. Jeśli szukacie bardziej szczegółowych artykułów, to tutaj tego nie znajdziecie.  Za to opiszę przez co przeszłam podczas 3 tygodniowej panchakarmy w Indiach oraz co mi to dało.

O tym dlaczego wyjechałam na panchakarmę do Indii możecie przeczytać tutaj.

Panchakarma jest gruntownym oczyszczaniem organizmu i kompleksowym procesem detoksykacji, którego efekty mają być długotrwałe i znaczące. Ma otworzyć zablokowane kanały dla lepszego przepływu energii, poprawić witalność i  uspokoić wewnętrznie. Można powiedzieć, że człowiek ma  takie trzy energie (dosze) – vatę, pittę i kaphę – każdą w innych proporcjach. Z innym proporcjami się rodzimy, inne proporcje wykształcają się w trakcie życia i mają na to wpływ różne czynniki: środowisko zewnętrzne, nieprawidłowe nawyki żywieniowe itp. Te czynniki powodują, że równowaga pomiędzy tymi trzema energiami ulega zaburzeniom co niekorzystnie wpływa na ogień trawienny (agni) i w rezultacie czego powstają toksyny (ama).

Toksyny powodują, że blokują się kanały energetyczne, co w efekcie wpływa na energię życia (pranę), metabolizm i odporność. Według ajurwedy choroby mają swój początek w przewodzie pokarmowym, czyli tam gdzie kumulują się toksyny a ich przyczyną jest powstawanie toksyn zaburzających dosze.

To zrozumiałam z tego, co mi powiedziano na miejscu. Jeśli chcecie więcej poczytać na temat panchakarmy, polecam Wam tekst  Marii Nowak-Szabat, który znajdziecie tutaj:

https://agni-ajurweda.pl/panchakarma/

 

Dokąd w Indiach wybrać się na panchakarmę

Ja pojechałam na północ Indii do malutkiej miejscowości Bhagsunang niedaleko Dharamsali w stanie Himachal Pradesh. 4 kilometry od miejsca, w którym byłam znajduje się klasztor, w którym żyje Dalajlama. O tym co można zobaczyć w okolicy Dharamsali, napisałam tutaj

Klinika, w której przeszłam panchakarmę, prowadzona jest przez małżeństwo lekarzy ajurwedyjskich, dr Shivani Sood i dr Mahesha Kumara. Mieszkałam w hotelu, który również do nich należał i znajdował się obok kliniki. Zapłaciłam 6000 INR za każdy dzień pobytu (około 335 zł) i w tej cenie był nocleg, całodzienne wyżywienie i zabiegi panchakarmy, które opiszę poniżej. W tej cenie nie było masaży Udavartan, które wykupiłam na miejscu osobno ( 2000 INR za masaż)

https://www.shivaniayurveda.com

Jak wyglądały posiłki podczas panchakarmy

Każdego dnia miałam swoją rutynę? Śniadanie jadłam między 7.30 a 8, potem miałam czas na spacer i zwykle o 10 zaczynałam panchakarmę (w stosunku do czasu polskiego, w Indiach przesunięcie jest o 3,5h „do przodu”)

Na śniadanie każdego dnia miałam to samo – owsiankę i miseczkę owoców. Dostawałam również herbatę lub wodę z imbirem i do tego zawsze mały szklany pojemniczek miodu.

 

śniadanie podczas panchakarmy

 

Z kolei obiad składał się z kitcherie (czytaj: kiczeri) czyli porcji ryżu i fasoli mung wymieszanych z dużą ilością przypraw i ziół oraz wody a do tego blanszowane warzywa w miseczce i znowu herbata lub woda z imbirem i do tego miód w małym pojemniczku.

Obiad – kitcherie i warzywa

 

Kolacja składała się z zupy, blanszowanych warzyw i chapati czyli cieniutkiego chlebka przypominającego bardzo cienkie ciasto naleśnikowe. Do tego oczywiście herbata lub woda z imbirem i pojemniczek miodu.

 

zupa szpinakowa, warzywa i chapati

 

I tak przez 21 dni z bardzo małymi odstępstwami np. raz na śniadanie miałam tylko owoce a raz dostałam bardzo tłustą (i pyszną) kolację – paneer tikka masala.

Do tego przed posiłkami lub po (według zaleceń lekarza ajurwedyjskiego) brałam zioła, które miały wspomagać oczyszczanie organizmu. Zioła dobierane są indywidualnie w zależności od potrzeb i dosz wymagających zrównoważenia? wszystkie posiłki zawierały również sporo (na moje oko) ilości masła klarowanego czyli ghee.

Jak przebiegała moja panchakarma

 

Zabiegi zaczynały się każdego dnia o 10 i zawsze był to półtoragodzinny masaż ciała olejem (w tym podeszw stóp i głowy), po którym siedziałam w saunie między 20 a 30 minut. Potem każdego dnia miałam jakiś inny zabieg ajurwedyjski mający na celu oczyszczenie organizmu. Przede wszystkim jednak moja panchakarma zaczęła się od konsultacji z lekarzem, który zbadał ciśnienie i puls. Z zaburzonego rytmu pulsu a także po badaniu języka,  lekarz potrafił postawić diagnozę i dobrać konkretne terapie.

Moje terapie były następujące:

Masaż marma – to terapia uciskowa określonych punktów na ciele. Te punkty zwane są też punktami życia i śmierci i ich uciskanie w odpowiedni sposób ma usunąć przeróżne blokady i pozwolić energii na swobodny przepływ. W pierwszych dniach, ta terapia była bardzo bolesna, później już zdecydowanie mniej, choć nadal uciski na punkty były bardzo odczuwalne. Ale już po pierwszych dwóch, czy trzech masażach naprawdę poczułam się lepiej? miałam więcej energii.

Wymioty terapeutyczne – brzmi strasznie i to nie był faktycznie miły dzień. Ale cel był następujący: oczyścić płuca i myślę, że się udało.

Nasyam – to zabieg mający na celu eliminację toksyn, tym razem  z nosa. Również nie należał do przyjemnych. Podczas kąpieli parowej podaje się do nosa krople, które miały za cel oczyszczenie. To był jedyny zabieg, którego nie byłam w stanie przejść do końca. Po godzinie się poddałam, miałam dosyć. Może dlatego, że był już w przedostatnim dniu panchakarmy i odczuwałam zmęczenie.

Lewatywa – no dobra, jest ich kilka. Każda inna i każda ma za zadanie oczyścić inne organy (np. jelito grube) albo wzmocnić istniejącą florę bakteryjną.

Kontrolowana biegunka – ma na celu oczyszczenie wątroby, jelita cienkiego i nerek. Zwykle jest raz lub dwa podczas panchakarmy w zależności od zaleceń.

Shirodhara – to był najprzyjemniejszy zabieg za wszystkich. Nazywa się też masażem „na trzecie oko”, gdyż na czoło leje się ciepły olej z naczynia zawieszonego nad głową i takim lejącym się po sznurku olejem masuje się czoło. Ten zabieg trwał godzinę i bardzo wyciszał, koił i uspokajał. Jego celem było właśnie wspomożenie lepszej pracy systemu nerwowego.

Udavartan – te masaże miały z kolei na celu spalenie tkanki tłuszczowej. Robi się je olejem musztardowym i mieszanką ziół i roślin, w moim przypadku w przeważającej mierze był to … tatarak?masaż trwał 1 godzinę

Co mi dała panchakarma w Indiach

Przede wszystkim wróciłam z energią, która gdzieś się przez ostatnie lata sponiewierała w biegu i znikła. Znowu mi się dużo chce. Wróciły pomysły, siła do działania i pozytywne myśli. Na pewno oczyściłam swój organizm. Bardzo to czuję. Gdy tydzień po panchakarmie skusiłam się na lody, zaczął mnie po nich boleć brzuch i głowa?

Kolejną pozytywną rzeczą jest to, że nie ciągnie mnie do cukru i niech ta chwila trwa jak najdłużej. Również wróciłam bardziej wyciszona i z większą uważnością odbieram wszystko co dzieje się  wokół mnie. W domu, w pracy, w drodze do …

Natomiast … nie schudłam ani jednego kilograma. Nie wiem jak to możliwe, bo dużo się ruszałam, choć nie ćwiczyłam, jadłam trzy posiłki dziennie, poza miodem zero cukru, oczyściłam wszystko co możliwe, piłam 3 litry wody dziennie a waga po powrocie wskazała tą samą pozycję co przed wyjazdem. No cóż, jak widać oczyszczanie i detoksykacja nie są tym samym co odchudzanie, choć zdecydowanie od nich warto zacząć ten proces!

I jeszcze na koniec zdradzę Wam z jakimi zaleceniami lekarza ajurwedyjskiego, wyjechałam z Indii:

  1. Koniecznie codziennie być aktywnym sportowo minimum 40 minut – jakikolwiek sport (niekoniecznie siłownia), zwłaszcza spacery, rower, pływanie, joga
  2. mam robić coś co daje radość/sprawia przyjemność – przynajmniej dwa razy w tygodniu
  3. Unikać poczucia winy za coś
  4. Jeść rozsądne porcje
  5. Bawić się, w tym rozwijać kreatywność – tutaj mieszczą się zarówno zabawy z dziećmi, jak i hobby własne (lekarz zasugerował, że może powinnam znowu kupić sobie motocykl?)
  6. Mam napełnić swój zbiornik miłością – no chyba, że macie lepszy pomysł jak przetłumaczyć „to fill up love tank”
  7. Jeść ciepłe jedzenie i pić letnią wodę (nie zimną)
  8. Medytować

 

I co sądzicie o tych zaleceniach lekarskich? Różnią się od tabletek przepisywanych przez lekarzy medycyny tradycyjnej, prawda?

A jeśli chcecie przeczytać o samotnym podróżowaniu w Indiach, to mój tekst znajdziecie tutaj

 

Maria Pertek: Z wykształcenia i doświadczenia zawodowego prawniczka; podróżuje od osiemnastego roku życia, a od kilku lat z dziećmi. Miłośniczka wypraw w nieznane, Laponii i kontaktu z naturą. Od niedawna blogerka.