fbpx

Czy Indie są dla samotnie podróżujących kobiet?

Podczas mojego pobytu w Indiach wielokrotnie pytaliście mnie, czy będąc tam samemu czuję się bezpieczne. Postanowiłam więc napisać o tym kilka zdań oraz porad dla kobiet.

Mój pobyt w Indiach był związany z terapią ajurwedyjską – panchakarmą, o czym możesz przeczytać tutaj. 

A o moich wycieczkach na północy Indii, w regionie Himachal Pradesh możesz przeczytac tutaj

Fundacja Thomson Reuters przeprowadziła w roku 2019 badanie (we wcześniejszych latach też były takie badania), w którym kraju kobietom żyje się najgorzej i na pierwszym miejscu znalazły się Indie. Za nimi Afganistan, Syria, Somalia, Arabia Saudyjska, Pakistan, Demokratyczna Republika Konga, Jemen, Nigeria i USA. Jak wynika z raportu w żadnym innym kraju kobiety nie są tak narażone na napaść seksualną i niewolniczą pracę, jak właśnie w Indiach. Wynika to w dużej mierze z hierarchiczności w Indiach i umiejscowienia kobiety dużo niżej od mężczyzny. Mówi się nawet o tym, że kobieta jest traktowana jak przedmiot. Olbrzymim problemem jest aborcja płodu na wieść o tym, że ma się urodzić dziewczynka. W Indiach jest 1,3 miliarda ludzi (!) i wyczytałam że brakuje ponad 60 milionów kobiet…

Podczas mojego pobytu na północy tego kraju, na ulicach widziałam zdecydowanie  mniej kobiet niż mężczyzn.  Kobiety zaś, które widziałam w jakichś 80% przypadków szły ulicą razem z mężczyzną, nie samotnie. Mężczyźni z kolei często chadzali grupkami. Jadąc do Indii wiedziałam, że gwałty, w tym gwałty zbiorowe i gwałty na dzieciach są olbrzymią bolączką tego kraju. Myślę, że częściowo może to wynikać z kultury, w której kobieta ma tak niską pozycję społeczną, częściowo z braku edukacji, częściowo też uwarunkowań polityczno-społecznych (czyli niskiej wykrywalności i licznych wyroków uniewinniających). Jeśli więcej poczytacie na ten temat, dowiecie się też, że głęboko zakorzenione jest przeświadczenie o tym, że kobieta sama się o to prosi, gdy podróżuje samotnie. Tak właśnie bywa postrzegana w Indiach samotna turystka z tzw. Zachodu

Czy zatem podróżowanie samemu po Indiach jest bezpieczne? Ja po trzytygodniowym pobycie mogę Wam powiedzieć, że nie wydarzyło się nic złego i niewłaściwego podczas mojego pobytu, ale ….

Po pierwsze

Mam bardzo duże doświadczenie w podróżowaniu w tym podróżowaniu samemu. Gdy miałam 7 lub 8 lat, nie mówiąc nic rodzicom, wsiadłam na rower i pojechałam do dziadków, którzy mieli leśniczówkę 5 km dalej. Jechałam jedyną drogą, jaką znałam, czyli główną drogą, którą jeżdżą samochody? do dziadków dojechałam, ale chyba nawet do nich nie zajrzałam, bo poszłam się bawić do dawnego poniemieckiego schronu, w którym babcia trzymała ziemniaki… jak wróciłam do domu bura była nie z tej ziemi, a ja pamiętam do dziś, że nie wiedziałam o co rodzicom chodzi, bo przecież wiedziałam dokąd jadę! Później, jako nastolatka wsiadłam na bardzo niewygodny rower górski i pojechałam do Pragi. W połowie drogi zastała mnie noc (no cóż… zabrakło dzisiejszego doświadczenia w przewidywaniu noclegu) i spałam na przystanku autobusowym (hostelu nie było a na hotel nie miałam pieniędzy). Przywiązałam sznurkiem rower do ręki, a do śpiwora włożyłam nóż i tak gdzieś w Czechach w okolicy Mlada Boleslav przespałam całą noc. Rano obudzili mnie ludzie czekający na autobus… Jako nastolatka przez dobrych kilka lat przejechałam też autostopem, sama lub z koleżanką całą Polskę i kawałek Europy. Pojechałam stopem samotnie na Węgry, w czasach gdy nie było internetu, komórek i ludzie nie mówili po angielsku. Byłam ostrożna, ale się nie bałam. A jeszcze nie napisałam, że w podstawówce z kolegami umawiałam się na bójki. Dla nich to była atrakcja, bić się z dziewczyną a ja dzisiaj niestety nie pamiętam nawet dlaczego i po co ja się biłam? Chyba nie chciałam być gorsza niż chłopaki. A że potrafiłam, bo byłam silna (wtedy to wystarczyło), niektórzy się mnie bali…

Takich historii mogłabym przytoczyć więcej. Już od dziecka się nie bałam lub bałam się mniej. Ryzyko i trudne decyzje to moja zawodowa codzienność, której podróże są dopełnieniem.  Gdy wracałam z koleżanką z wystawy Mariny Abramović , która była w Toruniu, na autostradzie A1, nasz samochód został zatrzymany przez pseudokibiców toczących w tym momencie regularną wojnę wokół naszego auta. Nie było jak pojechać, ani do przodu, ani do tytułu. Koleżanka skuliła się na podłodze i autentycznie trzęsła a ja szukając wzrokiem drogi ucieczki wzięłam do ręki młotek, który mam w aucie (do ewentualnego awaryjnego rozbicia szyby, gdybym wpadła do wody) i czekałam aż podejdą by się mieć czym bronić. Nie podeszli, ale ja byłam przygotowana…

Dlatego uważam, że samotne podróżowanie po Indiach nie jest dla każdej kobiety. Ale jeżeli już zdecydujesz się pojechać, to poniżej są moje rady.

  1. Bądź zawsze odpowiednio ubrana

 

Ja szanuję reguły ubioru kraju, do którego jadę. W Indiach nagość nie jest na porządku dziennym, to temat tabu. Dlatego, jeśli podróżujesz samotnie, odpuść sobie krótkie spodenki czy spódniczkę i kusą koszulkę. Mentalnie, dla wielu osób w Indiach, będzie to odebrane jako zachęta z twojej strony. Nie musisz chodzić w sari, ale zakryj nogi do kolan,  przykryj biust i ramiona. Unikniesz gniewnych spojrzeń kobiet i śledzącego wzroku mężczyzn.

Gdy polski Teatr Dramatyczny z Białegostoku prezentował w roku 2016 podczas indyjskiego festiwalu teatralnego sztukę „Sońka”, nagie przez kilka sekund piersi aktorki wywołały oburzenie hinduskich widzów teatralnych do tego stopnia, że sprawą musiał zająć się nawet hinduski minister kultury a teatr zmodyfikować ten fragment przedstawienia.

  1. Unikaj grupek mężczyzn i zaczepek

Z filmów bolywoodzkich i kilku książek o Indiach, wiem, że w tym kraju ludźmi rządzą emocje. A opanować zbiorowe emocje, to już jest wyższa szkoła jazdy. Nie każdy potrafi zapanować nad rozemocjonowanym tłumem nawet jeśli tłum to tylko kilku mężczyzn. Najczęściej będą oni słabo znać angielski albo i wcale. Do tego mentalność tłumu w Indiach rządzi się jeszcze silniejszymi emocjami, niż tłumu co do zasady. Dlatego odpuść sobie i nikomu niczego nie udowadniaj, bo urażona męska duma, zwłaszcza w tłumie w Indiach, może oznaczać kłopoty.

  1. Miej broń w celu samoobrony

To już pozostawiam Wam do decyzji, gdyż każdy musi wziąć odpowiedzialność za swoje działania. Nie piszę tu o broni palnej, ale np. gaz pieprzowy albo nóż są warte indywidualnego rozważenia. Ja miałam scyzoryk. Czułam się z nim bezpiecznie, dopóki nie odkryłam, że nie jest on automatyczny i otwiera się ciężko – poprzez pociągniecie paznokciem w zagłębieniu. Takie otwieranie w sytuacji krytycznej najczęściej będzie do bani. Ale mój scyzoryk był ciężki więc nosiłam go z myślą potraktowania jakby to był młotek…

  1. Zawsze słuchaj swojej intuicji

Ja jestem osobą o silnej intuicji i nie boję się jej posłuchać. Jeśli czuję, że coś jest nie tak, nie patrzę na żadne konwenanse. Intuicja w podróży zawsze jest moim przyjacielem. W Indiach tylko raz wyła na alarm i było to na koniec podróży, gdy praktycznie myślami byłam już w domu i przestałam czuwać? A było to tak. Z Dharamsali przyleciałam na krajowe lotnisko w New Delhi. Stamtąd miałam lot z lotniska międzynarodowego do Niemiec. Zwykle na lotniskach kursuje tzw. shuttle bus, który łączy lotniska między sobą (o ile nie są tym samym lotniskiem). Po wyjściu z terminala kierowałam się po tabliczkach właśnie na taki shuttle bus. Powoli już zmierzchało a ja doszłam do jakiejś budki, z której należało – na podstawie biletu na dalszy lot – odebrać jakiś papier na darmowy przewóz. Z papierem zostałam przez samozwańczego tragarza wprowadzona do autobusu, zdążył jeszcze powiedzieć, że to będzie darmowy ‘”regular bus” a nie shuttle bus czyli autobus powiedzmy miejski, i tak, szukając tego darmowego papieru po kieszeniach, wsiadłam. Drzwi się zamknęły, autobus ruszył i wtedy dopiero się rozejrzałam. W środku było 14 mężczyzn patrzących na mnie świdrującym wzrokiem. 12 robotników, jeden kierowca i jeden …policjant. Żaden z nich nie przestawał się na mnie gapić i był to jeden jedyny raz, gdy moja intuicja podpowiadała ewakuację. Nie było jednak dokąd. Wyjechaliśmy już bowiem na autostradę wzdłuż której, szło towarzystwo budzące jeszcze mniejsze zaufanie. To było 30 minut napięcia i ciągłej analizy zbyt natarczywych spojrzeń. Policjant niestety nie był dla mnie gwarantem niczego.

  1. jeśli jeździsz taksówką, zamów ją w hotelu, na lotnisku bierz taksówkę z oficjalnej korporacji

 Zawsze zachowaj czujność, nawet w taksówce. Ale lepsza od taksówki z ulicy, będzie ta zamawiana z hotelu, nawet jeśli jest droższa. Poza autobusem między lotniskami, nie przemieszczałam się w Indiach komunikacją miejską więc mogę napisać tylko o taksówkach

 

  1. nie przyznawaj się, że jesteś sama

 

Ja nie lubię kłamać i co do zasady tego nie robię. Dlatego ludzie słyszą ode mnie zawsze prawdę, nawet jeśli jest gorzka. Ale w Indiach na wszystkie pytania, czy jestem sama, odpowiadałam że z mężem. Mężczyźni pytali się o to bardzo często. Bardzo często też, bez zamienienia choćby jednego słowa, chcieli robić mi zdjęcia. Na wszystkie pytania o męża odpowiadałam twierdząco. A to spał, a to poszedł coś kupić, a to coś załatwić… nie nagabywano mnie wtedy więcej.

  1. Nie okazuj strachu

Jeśli będziecie w takiej podróży cały czas się bać, odbierze Wam to przyjemność z podróżowania, poznawania nowych miejsc i ludzi. Podróż nie będzie radością.  Dlatego ja zachowuję czujność i ostrożność, ale nie chodzę zalękniona. U mnie tak to wygląda. Wierzę, że podobnie jak psy potrafią wyczuwać strach, tak samo potrafią ludzie. Pewność siebie przy samotnym podróżowaniu po Indiach jest bardzo wskazana. Ona najczęściej wynika właśnie z doświadczenia, o którym Wam pisałam na początku.  Dlatego wiele razy nie bałam się odpowiadać na zaproszenia do jakiegoś sklepu na chwilę pogawędki, czy przyjazne zaczepki, wynikające z autentycznego zainteresowania tym, co ja tutaj robię.

To tyle. Szczęśliwych podróży dziewczyny! A swoją drogą, ciekawa jestem  Waszych doświadczeń. Macie jakieś złe doświadczenia lub dobre rady dla solo podróżniczek?

A tutaj znajdziesz 30 cytatów Dalajlamy o szczęściu, miłości i cierpieniu

 

 

 

to była piekna przygoda w Indiach! Motocykl Royal Enfield i ja

 

 

Maria Pertek: Z wykształcenia i doświadczenia zawodowego prawniczka; podróżuje od osiemnastego roku życia, a od kilku lat z dziećmi. Miłośniczka wypraw w nieznane, Laponii i kontaktu z naturą. Od niedawna blogerka.