fbpx

Niedźwiedzie i glamping w Szwecji

 

Jeśli o mnie chodzi, to mogłabym żyć pośrodku lasu. Gdyby nie szkoła dzieci, gdyby nie to że trzeba zarabiać pieniądze, mogłabym spokojnie zaszyć się w Szwecji pośrodku lasów i jezior i wieść życie w kniejach. Wody jest tu pod dostatkiem, ludzi mało, powietrze rześkie i wydaje się być czyste.

Nasz pomysł na weekend polegał na wynajęciu czatowni pośrodku lasu i podglądaniu zwierząt. Liczyliśmy na niedźwiedzie, choć główny sezon podglądania tych zwierząt przypada na czerwiec, lipiec i sierpień, ale połowa września też daje jeszcze szanse! Do tego spędziliśmy dwa dni korzystając z pięknego glampingu Korsä Forest Camp, jakieś 45 km od czatowni z niedźwiedziami. A było to w Dalarnie, mniej więcej pośrodku Szwecji. Poniżej przepis na weekend w naturze w wersji luksusowej?

Czatownię wynajęliśmy w szwedzkiej firmie Wild Sweden tu:

https://www.wildsweden.com/tours/buzzards-and-bears

koszt o tej porze roku wyniósł za naszą dwójkę 3000 SEK (ok. 1250 zł), ale w porze letniej, gdy się chce podglądać niedźwiedzie w pełni ich aktywności, ten koszt wynosi za dwie osoby 4800 SEK (czyli ok. 2000 zł).

W czatowni są łóżka i można w niej spędzić noc.

Zanim dotarliśmy jednak do czatowni, spędziliśmy jedną noc u Sary z Wild Nordic Sweden (http://www.wildnordic.se), u której nocleg kosztował za nas dwoje 750 SEK ze śniadaniem.

Ze Sztokholmu, zarówno do czatowni, jak i do domu Sary jest 2 godziny jazdy samochodem (one są w odległości jakichś 7 km od siebie). Samochód wynajęliśmy na lotnisku w firmie Alamo. Od czwartku wieczór do niedzieli wieczór zapłaciliśmy za małą pięciodrzwiową hybrydową  Toyotę 140 Euro z pełnym ubezpieczeniem i automatyczną skrzynią biegów.

Lecieliśmy samolotem LOT-u z Wrocławia przez Warszawę do Sztokholmu i z powrotem. Wylot o 18.35 w czwartek z Wrocławia i powrót o północy w niedzielę. Tak więc na miejscu pełen piątek, sobota i niedziela? W czwartek nocowaliśmy u Sary, a od piątku do niedzieli pod namiotem w Korsä Bruk (pisze o tym niżej)

 

Czatownia w lesie

Nasza chatka była pośrodku lasu. Nie było tam żadnych domów, ani innych chatek, tylko ona i my. Miała zrobione otwory na obiektyw aparatu oraz małe okienka z szybkami, by można było oglądać to, co działo się na zewnątrz. Okienka wychodziły na 3 strony świata i pozwalały by się człowiek wciągnął w ten spektakl natury, który dział się na zewnątrz. A oczu nie szło oderwać! Były sójki, zięby, wiewiórki, był lis, całe rzesze myszołowów i  w końcu przyszedł on. Niedźwiedź brunatny. Gdy go zobaczyłam szedł i patrzył w naszą stronę. A ja zaniemówiłam. To jest tak, że jak na coś czekasz, to wyobrażasz sobie, że to jest. A potem gdy to przychodzi, nie możesz wyjść ze zdumienia, że to tam jest?

A niedźwiedź popatrzył, czmychnął na wielki kamień, zabrał mięso zostawione przez Sarę i uciekł. Wszystko trwało 40 sekund. Później Sara, gdy zobaczyła zdjęcia, powiedziała, że to jakiś nowy niedźwiedź, który kręci się od kilku tygodni, a „jej” niedźwiedzie nie przyszły. Teraz gromadzą one w swoim brzuchu wielkie zapasy jedzenia przed zimową hibernacją. Zanim zapadną gdzieś w zimowy sen, będą zajadać po 20 000 kalorii dziennie, by w czasie zimowej hibernacji, spalać po 4000 kalorii dziennie. Obudzą się chude i zabiedzone. Będą wyglądać jak połowa siebie teraz.

Nie wiadomo dokładnie ile niedźwiedzi jest w Szwecji, gdyż one nie pokazują się ludziom zbyt często, ale szacuje się, że może nawet 3000. Raczej unikają ludzi i są nieśmiałe, a atak jest czymś naprawdę rzadkim. Najczęściej atakują wtedy, gdy czują się zagrożone, np. znajdziemy go przy upolowanym zwierzęciu lub zaczepimy jego małe. Jedzą i mięso i rośliny, zwłaszcza niezliczone ilości różnych jagód.

Najciekawsze co o nich wyczytałam, to to, ze samice rodzą dzieci w trakcie swojej zimowej hibernacji?Małe leżą sobie wtedy na futerku mamy i wysysają mleko matki. Jak się rodzą ważą jakieś pół kilo, a gdy się obudzą po zimowym śnie, wychodzą z gawry z 10-kilogramową wagą?

Poniżej galeria zdjęć z czatowni, a pod galerią wszystko na temat glampingu w lesie.

 

 

Glamping Korsä Forest Camp

 Czy może być coś piękniejszego, niż las, jezioro i namiot? Tutaj w wersji glampingowej, czyli nieco bardziej luksusowej niż zwykły namiot. Do tego z wyżywieniem z Korså Herrgård, wyjątkowego miejsca, gdzie gotują z wielkim sercem i smakiem.

Korsä Forest Camp mieści się przy naprawdę malutkiej wiosce Korsä Bruk, gdzie zostawia się samochód, a właściciele glampingu zabierają gości łódką do namiotu. Przejażdżka nie jest długa, można też dojść pieszo lądem, ale gdy my przyjechaliśmy, przywitał nas obłędny zachód słońca i łodka była więcej niż doskonałą opcją, by nią popłynąć. Niebo mieniło się purpurą i płonęło całą paletą barw od żółtego po czerwony. Poza tym na spotkanie wyszła nam sarna więc lepszego początku końca tygodnia, nie mogliśmy sobie wymarzyć. Wszystko co robiliśmy przez ten weekend, zamykało się w takich atrakcjach, jak oddychanie czystym powietrzem, chodzenie boso po lesie, saunowanie, kąpanie się w jeziorze, pływanie łódką, szukanie grzybów, jedzenie jagód i canoeing więc naprawdę było co robić! Na koniec odwiedziliśmy jeszcze muzeum rudy żelaza w Korsä Bruk oraz pensjonat Korså Herrgård.

Glamping Korsä Forest Camp można zamówić tutaj:

https://www.wildsweden.com/tours/korsa-forest-camp

aczkolwiek zamykają go w połowie września i otwierają dopiero późniejszą wiosną przyszłego roku. Za dwa noclegi dla 2 osób zapłaciliśmy 5900 SEK i w tej cenie mieliśmy naprawdę wyśmienite śniadania i kolacje, wycieczkę canoe wraz z lunchem, saunę, drewno do kominka w namiocie czyli pełen luksus pośrodku lasu!

Glamping znajduje się 2,5 godziny od lotniska Arlanda koło Sztokholmu i 3 godziny od Sztokholmu. Do czatowni z niedźwiedziami pośrodku lasu, jest 45 minut.

Poniżej galeria zdjęć. A jeśli szukacie innych propozycji na Szwecję, to mieliśmy w tym kraju wiele atrakcyjnych wycieczek, polecam Wam w szczególności nasz spływ tratwą po rzece Klarälven albo łowienie homarów w Grebbestad. Szwecja jest zresztą świetnym miejscem, by po prostu wziąć swój namiot i tu przyjechać.

 

 

Maria Pertek: Z wykształcenia i doświadczenia zawodowego prawniczka; podróżuje od osiemnastego roku życia, a od kilku lat z dziećmi. Miłośniczka wypraw w nieznane, Laponii i kontaktu z naturą. Od niedawna blogerka.