fbpx

Jokkmokk market – [galeria zdjęć na końcu]

Nieprzerwanie od 417 lat,  w pierwszy weekend lutego, małe miasteczko Jokkmokk w Laponii, na dalekiej północy Szwecji, zmienia się w centrum życia towarzyskiego i handlowego Saamów, mieszkańców Laponii. Organizowany jest tam bowiem targ (Jokkmokk market), na który wielu czeka co roku. To też wielka atrakcja dla turystów, przybywa ich tu z całego świata kilkadziesiąt tysięcy by zobaczyć tę piękną tradycję, a program jest bardzo bogaty! Wiele wykładów, wystaw, warsztatów, poświęconych kulturze Saamów, ale przede wszystkim cudowny targ. Centrum miasteczka jest zamykane na kilka dni w roku, by rozłożyć stragany z ręcznymi, tradycyjnymi lub nowoczesnymi wyrobami. Chińszczyzny jest bardzo mało. Jest pyszne jedzenie, tradycyjna muzyka, a w każdym sklepie, restauracji, czy na ulicy, Saamowie ubrani w swoje piękne tradycyjne stroje. Są one bardzo różnorodne, inne kolory, inne wykończenia, inne ozdoby, a wszystko to zdradza skąd pochodzą  i do jakiego klanu należą.

Na targu jest bardzo dużo rękodzieła – biżuteria ze srebra, zarówno tradycyjna, jak i bardziej nowoczesna, bardzo dużo noży wyrabianych ręcznie z przepięknymi rękojeściami z drewna lub z rogów reniferów, Dużo wyrobów ze skór reniferów (buty, torby, torebki), są czapy, futra, nowoczesne kombinezony, a nawet skutery. Wszystko czego współcześni i nowocześni Saamowie potrzebują do życia.

Każdego roku targ ma swój własny program, który dostępny jest zarówno na stronie internetowej http://www.jokkmokksmarknad.se/en/, jak i na miejscu w biurze informacji turystycznej. Wiele atrakcji takich jak psie zaprzęgi, przejażdżki saniami lub skuterami w poszukiwaniu zorzy polarnej, przejażdżki skuterami i inne organizowane przy okazji targu przez lokalne firmy, trzeba rezerwować z wyprzedzeniem. Wiele ciekawych seminariów, czy wykładów jest tylko po szwedzku, ale i tak warto na targ przyjechać. Jest co robić.

Punktem stałym targu jest pochód na czele z Perem Kuhmunenem, jego rodziną i pięknymi reniferami. Absolutnie zjawiskowi! Tak, jak już pisałam ten targ odbywa się już od ponad czterystu lat, Per dumnie kroczy z reniferami, odkąd najstarsi pamiętają, a wcześniej robił to jego ojciec. Razem z Perem w korowodzie idzie jego rodzina. Zbierają się pod małym kościółkiem i przechodzą przez centrum miasteczka aż na scenę główną. Wyglądają przepięknie w swoich niecodziennych ubraniach, zaś renifery oswojone z ludźmi, kroczą spokojnie między nimi, ciągnąc sanie.

 

Per Kuhmunen i jego renifery maszerują przez Jokkmokk

 

Oglądaliśmy też pokaz mody ciuchów z miejscowych sklepów. Modelki chodziły w zimnie i prezentowały stroje lokalnych wytwórców, głównie z wełny i bawełny. Choć ze światem mody, jaki znamy z magazynów nie miało to nic wspólnego, to posiadało swój wielki urok i bliższe było takiej naszej codziennej zwyczajności.

Innym stałym punktem targu są wyścigi reniferów. Zjeżdżają na nie Saamowie wraz z reniferami z okolicznych (lub wcale nie tak bliskich) miejsc, by następnie wybrać chętnych spośród tłumu, do położenia się na sankach ciągniętych przez te zwierzęta i dalej już wyścig, kto pierwszy do mety!

przygotowania do wyścigu reniferów

 

wyścig reniferów można obejrzeć tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=E5TPgm3RawQ

Na targu spotkaliśmy też Petera Roséna, fotografa, którego książki z pięknymi zdjęciami zorzy polarnej można spotkać w wielu miejscach w Laponii. Peter sprzedawał swoje piękne albumy, pocztówki i inne gadżety wypełnione zdjęciami, mamy teraz co oglądać😊

Jeśli kiedyś będziecie na targu, poszukajcie też atrakcji związanych z Evą Gunnare. To bardzo oddana temu miejscu osoba, kreatorka smaków Laponii (!), która czaruje cuda ze smaków natury i potrafi o tym fantastycznie opowiadać. Tym razem, wspólnie z Nannie Fredrikson zabrały nas w magiczną podróż do świata ludzi Północy. Przy ognisku, opowiadały o swojej miłości do tego miejsca, gór, surowego klimatu, smaków, a także o samym targu. Nieprzerwanie co roku od 414 lat, zjeżdżają tu ludzie Północy. By sprzedać, kupić, spotkać się i porozmawiać. Kiedyś przyjeżdżał król, by zebrać od poddanych podatki, sędzia, by przeprowadzić rozprawę i rozsądzić o winie i karze, dziś ludzie zjeżdżają po prostu dla radości spotkania się. Opowieści Evy i Nannie urozmaicał joik (rodzaj tradycyjnego śpiewu a capella, zakazany przez wiele lat, gdyż był też swego rodzaju szamańską modlitwą) i degustacja smaków Laponii przygotowana przez Ewę. O trudnej historii Saamów już co nieco pisałam na blogu i jeśli ktoś chciałby poczytać, to wpis ze spotkania z Anną znajdzie tutaj.

 

Eva Gunnare i Nannie Fredrikson i ich opowieści przy ognisku

 

My chłonęliśmy atmosferę Jokkmokk jak szaleni. Koncerty, wystawy i Saamowie. Ubrani odświętnie w swoje tradycyjne stroje, z pięknymi paskami, chustami,  nakryciami głów i ozdobami. Chodziliśmy po targu jak zaczarowani. To były cudowne 3 targowe dni i nie zmarnowaliśmy ani minuty. Ostatniego dnia, gdy wychodziliśmy z koncertu uzdolnionej Sary Ajnnak, sprzedawcy kończyli pakować ostatnie stoiska i Jokkmokk wracało do swojej codziennej normalności. Takiej, jaką widzieliśmy, gdy byliśmy tu miesiąc temu.

Gdzie spać w Jokkmokk

Przyjazd na targ trzeba zaplanować z bardzo dużym wyprzedzeniem, gdyż miejsca noclegowe  nie dość, że rozchodzą się w tym okresie jak świeże bułeczki, to jeszcze są rezerwowane rok naprzód!

W Jokkmokk polecam hostel STF Jokkmokk Hostel, który będzie jedną z tańszych, jeśli nie najtańszą opcją w Jokkmokk. Hostel ma pokój rodzinny więc można się zmieścić w czwórkę. Za każdym razem, gdy tam jesteśmy spotykamy fantastycznych ludzi. Zawsze też jest bardzo cicho i czysto. W hostelu jest kuchnia w której można przygotować posiłek, ale można też kupić opcję śniadań. Poza kuchnią nie ma innych wygód, a łazienki są na korytarzu.

https://www.swedishlapland.com/place-story/stf-jokkmokk-hostel/

Hostele STF to w ogóle jest bardzo dobra opcja dla kieszeni na Szwecję, choć w Laponii jest ich tylko kilka, wszystkie wyszukacie tu:

https://www.swedishtouristassociation.com/discover/?facilities[hostel

Można zatrzymać się w Jokkmokk także w Hotelu Akerlund, też w centrum miasta.  Nigdy w nim nie spałam, choć niejednokrotnie posilaliśmy się w hotelowej restauracji. To chyba najbardziej luksusowa wersja noclegu w Jokkmokk 😊

https://hotelakerlund.se/en/

jest jeszcze Hotel Jokkmokk tuż nad samym jeziorem, co zwłaszcza latem musi być urocze, zima doskonałe miejsce do spacerów, a podczas targu odbywają się na tym jeziorze wyścigi reniferów

http://www.hoteljokkmokk.se/

innych noclegów można poszukać na booking.com lub na airbnb.com

My się zdecydowaliśmy odwiedzić targ w Jokkmokk 5 miesięcy przed terminem i wtedy już nie znaleźliśmy ani jednego wolnego noclegu w Jokkmokk. Zdecydowaliśmy się więc spać w oddalonej o prawie 100 km uroczej Arrnejarce, która od wielu pokoleń pozostaje w rękach rodziny Mannbergów.

http://www.arrenjarka.se/default.aspx

I okazało się, że nasza codzienna droga na targ w Jokkmokk to była jedna z piękniejszych podróży. Dowód na to, że choć cel jest dla nas ważny, to bez tej drogi do niego nasza podróż byłaby tylko w połowie tak piękna! Jadąc na targ wypatrywaliśmy łosi (mamy swoje miejscówki!), a nawet trafił nam się piękny lis,  zaś wracając naszą drogę rozświetlała najprawdziwsza zorza polarna. Tyle piękna w codziennej drodze do Jokkmokk😊

nasza codzienna droga tam i z powrotem na targ w Jokkmokk

 

A tutaj filmik z łosiem, który stał sobie przy drodze: https://youtu.be/IzdWiLGTi4E

I tak każdego dnia mogliśmy podziwiać od kilku do kilkunastu łosi.

Jak się dostać do Jokkmokk

Są dwa lotniska na północy Szwecji, mniej więcej w tej samej odległości od Jokkmokk. To Kiruna i Lulea. Z Polski najczęściej latamy Lufthansą, liniami SAS lub LOT do Sztokholmu,   z różnych miast Polski lata tez wizzair i ryanair (z tym, że tanie linie nie latają na główne lotnisko Arlanada, z którego odlatują samoloty na północ Szwecji) . My najlepszych ofert szukamy na skyscanner.pl lub bezpośrednio na stronach linii lotniczych. Na lotnisku korzystamy z wypożyczalni samochodów, jest Hertz, Avis, Sixt i kilka innych, z tym, ze auto zdecydowanie lepiej jest zamówić z dużym wyprzedzeniem.

Tym razem wybraliśmy Kirunę, by ponownie odwiedzić IceHotel, który położony jest niedaleko Kiruny w malutkiej miejscowości Jukasjärvi,  wokół którego rozrósł się chyba największy w szwedzkiej Laponii śmiem twierdzić przemysł turystyczny! Dużo osób przyjeżdża by zobaczyć sam IceHotel, wykupują wycieczki oferowane przez licznych organizatorów, czy to związane z psim zaprzęgiem, skuterami śnieżnymi, zorzą polarną czy wiele wiele jeszcze innych. Tutaj dla każdego coś się znajdzie. Mnie natomiast od zawsze fascynują historie powstawania takich miejsc, czy w ogóle biznesów. Pisałam kiedyś o Tree Hotelu, jak to się wszystko zaczęło, a dzisiaj napiszę o Yngve Bergqvist, założycielu IceHotelu, którego mottem przewodnim w tym co robi na co dzień jest „dig where you stand”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że możliwości powinno się szukać, tam gdzie się jest. Piękne prawda?

Ta historia zaczęła się od wizyty w Japonii (podróże kształcą i inspirują, a to kolejny dowód na to!), podczas której Yngve zobaczył piękne rzeźby z lodu. Pomyślał, że gdzie jak gdzie, ale w jego ukochanym Jukkasjärvi lodu nie brakuje (rzeka Torne zamarza zimą). Zaprosił dwóch artystów z Japonii i tak oto w maleńkim Jukkasjärvi powstały pierwsze rzeźby z lodu i pierwsze igloo, w którym je prezentowano,  a o Jukkasjärvi usłyszał świat. W kolejnym roku igloo zbudowano większe, wykorzystywano je już nie tylko do prezentowania lodowej sztuki, ale też do różnych ceremonii, produkcji filmowych i reklamowych, otwarto w nim również bar. Przypadkiem stało się tak, że grupa wojskowych nie miała gdzie spać i zaoferowano im nocleg w igloo. Nie tylko przetrwali noc, ale również było to dla nich niesamowite przeżycie. I tak narodził się IceHotel. Budowany co roku z kawałków lodu z pobliskiej rzeki. Od dwóch lat, poza częścią, która powstaje tylko w warunkach głębokiej zimy, otworzono też druga cześć, całoroczną. Zbudowano coś na kształt wielkiej lodówki, która mrozi lodowe igloo nawet latem! I tak oto od podróżniczej inspiracji, pomysłu na coś małego, powstało coś z czego żyje cała okolica!

Nawet, jeśli nie zdecydujecie się spać w hotelu, można go zwiedzić odpłatnie. Bilety wstępu są do kupienia na miejscu, w określonych godzinach w cenie biletu jest tez oprowadzanie z przewodnikiem, który opowiada o historii miejsca.

www.icehotel.com

 

przed IceHotelem

Gdzie spać w Kirunie

Przetestowaliśmy dwa miejsca. Pierwsze w oddalonej o 10 km miejscowości Kuravara, nazywa się SkyArk – SkyNest. I w ten sposób, dość mrożnej nocy (ponad -30 stopni Celsjusza) schowani byliśmy tylko za kawałkiem sklejki i pleksi i mogliśmy przeżywać zorzę polarna. Była tam w pełnej krasie przez pół nocy. Pojawiała się i znikała a my jak urzeczeni gapiliśmy się w niebo na 5  metrach kwadratowych, pośrodku lasu, nad samym brzegiem jeziora. Świat ciszy, obłędnego skrzypienia śniegu i obrazów malowanych mrozem płonął dla nas na zielono i niebiesko. Miejscówka jest mała, ale ogrzewana, świetne miejsce na zimową noc lub dwie.

https://pl.airbnb.com/rooms/20816689?guests=1&adults=1

 

SkyArt-SkyNest w Kurravaara

Wyjeżdżając z Kiruny natomiast zatrzymaliśmy się w Camp Ripan, który szczyci  się z kolei arktycznym spa o nazwie Aurora Spa. Posiada mały podgrzewany basen na zewnątrz, sauny i basen (ale nie bardzo do pływania) wewnątrz jednego z obiektów. Pokoje są w małych szeregowych domkach, zaś w restauracji można skosztować dobrej kuchni lapońskiej.

www.ripan.se

Dajcie znać, czy przekonaliśmy kogoś do wyjazdu na targ w Jokkmokk?

O samym Jokkmokk więcej znajdziecie we wpisie tutaj,

A dla tych, którzy chcieliby przy okazji odwiedzić Św. Mikołaja (autem wypożyczonym w Avis można wjechać bez dodatkowych opłat do Finlandii, w innych wypożyczalniach jest różnie), możecie przeczytać o wizycie w u Św. Mikołaja tutaj.

Galeria zdjęć tutaj:

 

Maria Pertek: Z wykształcenia i doświadczenia zawodowego prawniczka; podróżuje od osiemnastego roku życia, a od kilku lat z dziećmi. Miłośniczka wypraw w nieznane, Laponii i kontaktu z naturą. Od niedawna blogerka.