To miał być weekend rodzinny, gdzieś w klimatycznym miejscu na Dolnym Śląsku. Niezbyt daleko od Wrocławia, by wyjazd po pracy i niedzielny powrót nie stopowały entuzjazmu z podróży. I tak oto znaleźliśmy Zagórze Śląskie i Pensjonat „Fregata”, dokładnie 1 godzinę drogi z domu!

 

Do tej pory słyszeliśmy, widzieliśmy, przejeżdżaliśmy, ale nigdy nie byliśmy. Położony nad Zalewem Bystrzyckim kusi o poranku cudnym widokiem na wody jeziora i zaporę. Ma też do zaoferowania naprawdę dobrą kuchnię a wystrój w stylu shabby chic, jedynie dodaje uroku jesiennym wieczorom.

 

 

Dzień Pierwszy – nie idźcie tą drogą!

Ponieważ nie uprawiamy turystyki hotelowej, po śniadaniu wyruszyliśmy na Zamek Grodno. Przygotowaliśmy się świetnie – pół grupy twierdziło, że lepsza będzie trasa przez zaporę na Zalewie, drugie pół, zaopatrzone w mapę google, przeforsowało krótszą o 10 minut (wg google) a tym samym lepszą dla małych dzieci trasę dokładnie po drugiej stronie jeziora. Niestety po przejściu ponad 2 km, okazało się, że most widniejący na mapie, w rzeczywistości już nie istnieje i ku satysfakcji własnej pierwszej połowy grupy, wszyscy musieli nadrobić półtorej godziny marszu, by okrążyć zalew przez Zagórze śląskie i dostać się piękną stromą górką wprost na punkt widokowy u podnóży Zamku.

 

Wielką motywacją dla dzieciaków w tej dość forsownej wędrówce, była obietnica zobaczenia … szkieletu księżniczki Małgorzaty. Nie mam pojęcia gdzie usłyszały o tym newsie, niemniej jednak stanowił on doskonałą siłę motywacyjną do pokonywania kolejnych przeszkód. A księżniczka Małgorzata w wielkim skrócie, padła ofiarą własnego ojca, gdy zakochawszy się w giermku, odmówiła ożenku z bogatym starcem, za co ojciec zrzucił ja do lochu… Szkielet jest ponoć prawdziwy, ale do księżniczki Małgorzaty nie należy.

 

 

W Zamku warto wejść na wieżę, z której roztaczają się naprawdę cudowne widoki na okolicę. Więcej o Zamku Grodno możecie poczytać tu: https://zamekgrodno.pl/.

 

 

Po zwiedzaniu Zamku wzdłuż jeziora (po drugiej stronie niż droga, którą szliśmy do zamku), wróciliśmy do Fregaty. Po drodze musieliśmy pokonać plac budowy nowego mostu przez jezioro, na którym niespodziewanie skończył się nasz szlak. Jak już udało się pokonać piaski, dalsza droga wzdłuż jeziora pozwalała na podziwianie przepięknej jesiennej aury. Prowadziła do Zapory wodnej, pięknej kamiennej konstrukcji, o której więcej można przeczytać tu: https://bit.ly/2zlPGLb

 

 

Nasz spacer i zwiedzanie trwały 5 godzin. Dzieci dały radę, choć cała trasa liczyła ok. 8 km. Nagroda czekała w Pensjonacie Fregata w postaci ruskiej bani na tarasie z widokiem na jezioro, zachodzące słońce i z perspektywą dobrej kolacji!

 

 

Dzień Drugi

W tym dniu wyruszyliśmy na Wielką Sowę. Ten najwyższy szczyt w Górach Sowich, znajduje się jakieś 10 km od Pensjonatu i był naturalnym wyborem na niedzielę😊 należy do Korony Gór Polskich więc jeśli ktoś zbiera pieczątki, to można przybić na szczycie. Dojechaliśmy słynnymi patelniami walimskimi, na których odbywają się rajdy samochodowe. Przy drodze znajduje się pomnik pamięci dwóch wybitnych polskich rajdowców, Mariana Bublewicza i Janusza Kuliga. Kawałek dalej znajduje się parking, z którego rozpoczyna się niebieski szlak na Wielką Sowę. Nie nadaje się do wózków (nawet z dużymi kołami) , jest bardzo wyboisty, kamienie, głazy, ale dla 4-5 latków, czy rodziców z nosidełkiem, już tak.

 

Dzieciaki całą wspinaczkę potraktowały jako doskonałą zabawę. Pora roku można nie była najlepsza – było naprawdę zimno, w okolicach 0 stopni, z pierwszym lodem po drodze. Ale były kamienie, patyki, gałęzie i inne takie więc była zabawa!

 

 

Na szczycie zaś znajduje się wieża widokowa, z której widoczna była górująca na chmurami Ślęza! Na szlaku niebieskim, od parkingu na szczyt, nie ma żadnego schroniska, ale na górze jest budka, w której można się zaopatrzyć w kiełbasę na ognisko i samodzielnie ja upichcić, rozgrzewając się przy okazji przy ogniu.

 

 

Droga z dziećmi tam i z powrotem, z przerwą na Wielkiej Sowie zajęła nam 3 i pół godziny i to była naprawdę piękna, choć zimna niedziela!

 

Maria Pertek: Z wykształcenia i doświadczenia zawodowego prawniczka; podróżuje od osiemnastego roku życia, a od kilku lat z dziećmi. Miłośniczka wypraw w nieznane, Laponii i kontaktu z naturą. Od niedawna blogerka.