fbpx

Postanowiłam Wam napisać jak sobie radzimy w tych czasach izolacji. Mam swoje przemyślenia, może komuś pomogą w jego trudnych doświadczeniach związanych z tym, jak wszyscy musimy teraz żyć. Ale pamiętajcie, że to wszystko się skończy, ja już snuję plany co będę robić, gdy ten dzień nadejdzie! Myślę o prostych rzeczach – grill z przyjaciółmi, książka w samotności (tak, nie mam czasu ani na książkę ani samotność przy dzieciach) i inne takie tam. Opublikowałam Wam linki do muzeów, które warto wirtualnie odwiedzić, po czym nie miałam jeszcze czasu na żadne z nich.

A teraz chciałabym Wam napisać o różnym podejściu do nauczania w czasach lekcji domowych. I o tym, że nie wszystko w kryzysie się sprawdza i o tym jak różne postawy życiowe, ujawniają się gdy nic nie jest jak było i o tym, byście nie dali się zwariować! A także o tym, jak te różne postawy życiowe, które zaraz opiszę, wpłynęły na nasze życie.

Jak wiecie (przynajmniej część z Was) od kilku miesięcy samodzielnie zajmuje się Niną i Iwem, a drogi moje i ich taty całkowicie się rozeszły. Prowadzę firmę, samodzielnie utrzymuję swoje dzieci i samodzielnie jestem odpowiedzialna za swoją rodzinę.

Nina chodzi do zerówki w szkole, którą mam dwa kroki od swojego biura. Szkoła jest międzynarodowa a językiem nauczania jest język angielski. Pomyślałam, że się przyda i w życiu i podczas naszych wyjazdów. I tym się kierowałam, gdy jeszcze z tatą Niny zapisywaliśmy ją do tej szkoły. A szkoła jest jak marzenie. Piękne klasy w nowoczesnym budynku, wyposażone we wszystko, wzorowy porządek, książki z najwyższej półki… Również milion procedur na wszystko. Gdzie parkować, gdzie nie parkować, RODO przygotowane przez najlepszych prawników jak w korporacji – wierzcie mi, że niejedna firma nie ma tak opracowanej polityki w tym zakresie – a jestem prawnikiem więc potrafię to zauważyć, umowa nienegocjowalna więc nawet nie ma co czytać, albo się podpisuje z zamkniętymi oczami albo zapomnij o szkole bo na Twoje miejsce są inni chętni, kilka załączników do umowy, całość na kilkadziesiąt stron. Do tego przeszłam ze szkołą przez jedną aplikację do fakturowania, przez drugą, za każdym razem poświęcając moje dobro najwyższe czyli czas własny, bo chcieli  testować najpierw jedną aplikację, potem drugi program, aż stwierdzili, że przejdą na …. wysyłanie  faktur emailem, bo jednak jest to najlepsze. Zainstalowałam kolejną aplikację,  do zamawiania posiłków, następną aplikację do systemu komunikacji ze szkołą (nie, zwykły email nie wystarczy), czytałam kolejne newslettery z nakazami i zakazami i przypomnieniami o tym co w nadchodzącym tygodniu. Patrzyłam z niedowierzaniem na ilość zadań domowych, które 5-letnie dziecko co tydzień zabierało do domu (mogłyśmy to zrobić tylko w weekend, bo w tygodniu nie starczało czasu) UFF.. trochę tego było, ale wszystko zawsze ogarniałam, jak szkoła wymagała, to się dostosowywałam i co miesiąc płaciłam blisko 3000 zł z wszystkimi zajęciami dodatkowymi i z wyżywieniem. Nawet podziwiałam matkę- założycielkę, panią Prezes i siłę napędową tego przedsięwzięcia. Piękna i zadbana kobieta, świetnie zorganizowała przedszkole niczym najlepszą korporację. Zawsze o nienagannym wyglądzie, w makijażu, co przetrwał nawet po południu, gdy ja podjeżdżając pod szkołę zmieniałam buty na średnim obcasie w coś płaskiego, bo miałam dość a chodnik krzywy, ona nadal w szpilce dwa razy wyższej od mojej. Była dla mnie wzorem i zagadką, na którą nie znałam odpowiedzi a pytanie brzmiało, jak Ona to robi?

I wtedy nadszedł koronawirus. Ja musiałam ratować swoją firmę w kryzysie (każdy kto ma własną działalność, wie, że kapitan nie oddaje steru, gdy sztorm na morzu), nie mogłam zostawić wszystkiego i pójść na zasiłek opiekuńczy. Jak zawsze dzielnie stanęłam, by stawić czoła nieznanemu wrogowi. Tylko, że tym razem byłam sama z dwójką dzieci w domu. Niny e-learning okazał się być wielogodzinnym  siedzeniem przed komputerem o ściśle określonej godzinie, by słuchać Pani w trzech blokach z których każdy trwał 1h 15 min. W godzinach dla mojej firmy kluczowych, połączyłyśmy się z klasą dwa razy. A to zrywało połączenie, a to był chaos bo każdy coś mówił, a to moja nieśmiała Ninka nie była w stanie przebić się głosem przez bardziej odważne dzieci a to nie zrozumiała, a to coś tam i tak za każdym razem po 15 minutach mówiła, mama ja już nie chcę. pani nie nawiązała z nią podczas lekcji żadnego kontaktu a same lekcje nie porywały w ogóle. Pani wyglądała na przerażoną a pomysł był taki, by prowadzić zajęcia jak w klasie. Niestety online nie zdało to egzaminu, przynajmniej dla nas. Poprosiłam Panią, by mi przesyłała coś na maila, co mogę podrukować dla dziecka w domu i robić w dogodnej godzinie, bo nie mogę się łączyć na blisko 5 godzin przez komputer, którego używam do pracy. Do tego Ninka garnie się do nauki, domaga się jakiejś porcji zadań, a ja nie mam czasu siedzieć i szukać po necie. Nauczycielka odpisała, że zapozna się z procedurami i da mi znać, w jaki sposób może mi coś wysyłać, bo na maila to raczej „się nie da”. Miałam zajrzeć na konto Ninki w aplikacji, nic tam jednak nie znalazłam dla Niej. I niestety do tej pory albo procedury nie zadziałały, albo nie było sensu schylania się nad jednym dzieckiem, którego rodzic zwyczajnie nie dał rady, choć wszyscy inni pewnie sprostali zadaniu. Czyli jak w najlepszej korporacji – dostosuj się albo zgiń. Poza e-learningiem mignęła mi jakaś wiadomość o kolejnej aplikacji, z której miałam coś ściągnąć, ale wiecie co? Najpierw poczułam wściekłość, że ta korporacja nawet nie obejrzała się za Niną, a potem wielką ulgę, że nie muszę być jej członkiem. ODPUŚCIŁAM. Dla mnie nie zdali testu z człowieczeństwa, choć procedury mają pewnie najlepsze na świecie. Na wszelkie okoliczności, poza jedną – jak być empatycznym i wspierać się w trudnych chwilach Jeszcze walczyłam, napisałam do Pani Prezes, ale w odpowiedzi dostałam tylko maila, że gdzieś tam mi już na class dojo (aplikacja) odpisała. Dodała jeszcze paragrafy pisane przez najlepszych prawników (choć ja mam własne, jeszcze lepsze) bym czasem nie myślała by płacić mniej za szkołę niż się należy, skoro sama nie mogę uczyć Niny a Ona dała mi wszystkie narzędzia.. I tak oto zostałyśmy – Nina i ja wyoutowane ze szkolnej społeczności.

A teraz Iwo. Poszedł do szkoły, której jest pierwszym rocznikiem. W pięknym, ale starym budynku, o którym się mówi, że „ma duszę”. W zderzeniu z nowoczesną szkołą Niny, mógł na początku nawet trochę szokować. Procedur też nie było żadnych. Dopiero się tworzyły. RODO, moim skromnym zdaniem – jeśli chodzi o zabezpieczenie się przez szkołę – nie najlepsze, choć szkoła zapewne uważa inaczej? Co miesiąc płaciłam ok 1900 zł z wyżywieniem i zajęciami dodatkowymi. Iwo dobry człowiek, urwis i gagatek, inteligentny i wrażliwy, niestety uparty i zadziorny, chyba po mnie więc generalnie można by powiedzieć, że dla szkoły to same kłopoty. Parę miesięcy temu, wywiesili na drzwiach wejściowych kartkę „jesteś dla nas ważny”. Codziennie, gdy tam przychodziłam, zastanawiałam się co to znaczy. Czy to w ogóle coś znaczy, czy kolejne puste hasło, jakich pełno wokół…

I nadszedł koronawirus. Szkoła poinformowała, że lekcje będą online. Podobnie, jak i u Niny napisałam, że będę musiała pracować, by to też uwzględnili w tym trudnym dla wszystkich czasie. Odpowiedź była natychmiastowa, by wziąć to na spokojnie. Iwo dostał od swojej nauczycielki maila z zadaniami – troszkę nauki czytania, troszkę pisania, troszkę matematyki, trochę zabawy. Do tego codziennie jakiś eksperyment do zrobienia. Wszystko, to były filmiki nagrane przez nauczycielkę, niczym najlepszą aktorkę – pełne wyraźnej mowy, dobrego tempa i niezłej intonacji. Nigdy nie dłuższe niż 10 minut, z pauzą do zatrzymania. I co najważniejsze, do odtworzenia w dowolnym czasie. Od razu podzieliłam materiały na zadania, które Iwo może zrobić gdy ja pracuję (nie wszystko robi, ale bardzo się stara i czasem zrobi prawie wszystko, a czasem trochę mniej) oraz zadania, które robimy wieczorem gdy skończę pracę. Drugiego dnia dostałam od Prezesa – ojca założyciela szkoły smsa, czy sobie radzę i czy wszystko u mnie ok. Myślałam, że spadnę z krzesła. Trzeciego dnia napisała do mnie Wychowawczyni, znając moją sytuację i zapytała jak nam idzie, podkreślając kilka razy, byśmy robili tyle, ile damy radę i niczym się nie martwili. Trzeciego dnia dostałam maila ze szkoły z filmikiem nagranym przez Pana Prezesa, Panią Dyrektor i Panią Wychowawczynię, w którym podkreślali kilkukrotnie, to co dla nich jest najważniejsze w naszym domowym nauczaniu w tym trudnym momencie:

– odpowiedzialność

– samodzielność uczniów w tym co robią – dzieci wybierają z różnych zadań, te na które mają ochotę i te które je interesują; uczenie się nowych rzeczy ma być przyjemne

– minimalizm – róbmy tyle ile możemy, dzieci nie mogą byc przeciążone nauką i nie mogą siedzieć ciągiem przy biurku

Wszystko sobie zapisałam, bym wtedy, gdy tracę oddech przytłoczona ilością własnych obowiązków i przerażona troską o bliskich (wierzcie mi, ze wielu nie widzi jeszcze rozmiaru zagrożenia), mogła sobie przypomnieć.

Od tego czasu, Pani wychowawczyni przypomniała jeszcze nr telefonu do siebie i zachęciła do kontaktu z Nią, by wspomóc Iwa w nauce (u Niny w szkole jest zakaz kontaktów z nauczycielami, nie można również być znajomymi na Facebooku – są na to odpowiednie procedury). Pani nawet zaprosiła do nauki Ninę, która chętnie robi zadania przeznaczone dla Iwa (na tyle ile może) i chętnie siedzi obok, gdy Iwo  się uczy i rozmawia ze swoją Panią wychowawczynią, której słucha lepiej niż mnie. Panią, która na każdą lekcję, przygotowuje dla dzieci coś ciekawego – i to z udziałem własnego psa, maskotki lub innych interesujących rzeczy.

Dostaliśmy u Iwa w szkole wsparcie, nikt nas nie wykluczył a hasło „jesteś dla nas ważny” okazało się nie być puste. Robimy ile możemy, jeśli chodzi o Iwa (wcale nie tak mało), dużo też eksperymentujemy i wiecie co jeszcze? Robimy to z chęcią! Nie jest to dla nas przykry obowiązek i uczestniczenie w tym „na odpierdol”, ale autentyczne zainteresowanie bardzo ciekawymi materiałami nadsyłanymi przez szkołę. Ja czuję też wdzięczność. A Pani Dyrektor przesyła filmiki i mówi, że dzieci mamy absolutnie nie zmuszać do nauki, one same mają chcieć!

Na szkole Niny położyłam krzyżyk. Znajdę jej inną. Nie podzielam jej wartości i uważam, że tak małe dzieci, potrzebują w tym czasie czegoś zupełnie innego niż wielogodzinny e-learning, a rodzice wsparcia a nie straszących paragrafów. Okazania w tak trudnych chwilach, tego, że nie są sami, że są rzeczy ważne i ważniejsze.  Wiem, że Nince jest trochę smutno. Próbowała dzwonić do koleżanki, ale prawda jest taka, że 5-letnie dzieci nie potrafią jeszcze rozmawiać ze sobą przez telefon. Cieszą się, że się widzą, ale po kilku minutach rozmowa się urywa, bo one potrafią się razem bawić i rozmowy zawsze były przy okazji zabawy. Ja najpierw – tak jak pisałam – czułam wściekłość z tego powodu, ale przeszła mi, gdy tylko przypomniałam sobie, co tak naprawdę jest w życiu ważne, a za chwile okaże się być jeszcze ważniejsze, niż było do tej pory. Robię co mogę, robię dużo, dużo ponad siły. Nawet w samolocie zasada jest taka, że najpierw rodzic sam zakłada maskę z tlenem, a dopiero potem zakłada się ją dzieciom. I tak właśnie działam teraz. Muszę pracować, to pracuję by utrzymać swoja rodzinę. Zajmuje mi to jakieś 12-14 godzin dziennie, bo w międzyczasie zajmuję się dziećmi, więc gdy skończę o 17, by usiąść z Iwem do lekcji (i Niną, która dołącza), to i tak wracam do pracy o 22 gdy dzieci śpią, by dokończyć wszystko, czego nie zdążyłam, bo dziecko po raz setny wołało „MAMO!!!!” albo musiałam interweniować i przerywać bójkę?

Dlatego proszę Was,  zadbajcie o swoje zdrowie psychiczne, nie dajcie się zwariować. Co dzieciom po tym, że będą znać literki, gdy rodzic nie wytrzyma tego reżimu psychicznie przez kilka dobrych tygodni? Dla mnie dużo ważniejszy jest spacer z Niną, rowerek albo gry w które możemy pograć, niż 5-godzin przed komputerem by zrealizować plan przez 5-letnie dziecko. Dzieci i tak się złoszczą z powodu koronawirusa i przymusowej izolacji, dajmy im wiec wsparcie emocjonalne, nawet jeśli bywa trudno. A bywa. Ale to wszystko minie i jeszcze będzie przepięknie i jeszcze będzie normalnie, tylko zadbajmy o siebie nawzajem i wytrzymajmy w izolacji! Życzę Wam wszystkim byście przetrwali w zdrowiu i jestem bardzo ciekawa Waszych doświadczeń i tego jak Wy sobie radzicie z wyzwaniami w obliczu których stanęliście. Podzielicie się swoim doświadczeniem ze mną?

 

A poniżej zamieszczam Wam nasze najlepsze eksperymenty (wszystkie ze szkoły Iwa):

PRZEPIS NA MASĘ SOLNĄ

To jest u nas hit!

1 i ¾ szklanki mąki pszennej, ¾ szklanki wody, szklanka soli – wszystko wymieszać i ugnieść jak ciasto. Po jakichś 5-7 minutach ugniatania ciasto jest gotowe, można z niego robić różne figurki. Jak dzieci zrobią figurki, to wykładam je na papier do pieczenia i blachę i daje do piekarnika na jakieś 200 stopni i piekę jakieś 20-30 mi (trzeba obserwować). Jak masa solna się upiecze i wystygnie, dzieci malują farbkami.

 

Z uwagi na ilość składników, wprowadziłam limitacje i kolejną masę solna, po 3 dniach z rzędu, zrobimy dopiero za tydzień.

EKSPERYMENT Z JAJKIEM

Ten eksperyment pokazuje jak kwasy działają na szkliwo (pozwala uzmysłowić, co się dzieje, gdy nie myjemy zębów)

Do jednego słoika wkładasz jajko w skorupce i zalewasz octem a słoik zamykasz, a do drugiego wkładasz jajko, całe obsmarowane pastą do zębów (dajcie solidną warstwę pasty i uważajcie bo jajko jest śliskie) i zalewasz octem. Następnego dnia spójrzcie na efekty! Zostawcie jeszcze na kolejny dzień, by zobaczyć co zostało z jajka? Uprzedzam, że śmierdzi?

Maria Pertek: Z wykształcenia i doświadczenia zawodowego prawniczka; podróżuje od osiemnastego roku życia, a od kilku lat z dziećmi. Miłośniczka wypraw w nieznane, Laponii i kontaktu z naturą. Od niedawna blogerka.