fbpx

Krośnice – kolej wąskotorowa, grzyby, przetwory i wino (galeria zdjęć z wyjazdu na końcu)

 

Godzinę drogi od Wrocławia (50 km) znajdują się maleńkie Krośnice, rozsławione przez parkową kolej wąskotorową. Trasa kolejowa liczy 3 km i po drodze mija się kilka stacji o nazwach: Pałac Wierzchowice, Natura, Park, Pałac Krośnice czy Stawy. Kolej funkcjonuje co roku od maja do końca września, wiec jest to propozycja na przyszły sezon!

Przejazd trwa około 25 minut przez teren  Zespołu Pałacowo – Parkowego Krośnice – Wierzchowice. Przebiega tam kilka szlaków turystycznych. My byliśmy w weekend i kurs był obsługiwany przez parowóz (czasem kopciło tak, że przez kilka sekund nie było czym oddychać!), a w tygodniu zaś jeździ lokomotywa spalinowa.

Bilety kupuje się w kasie, gdzie niestety jest tylko płatność gotówką. W sezonie 2019 bilet normalny kosztował 17 zł, dzieci w wieku od 3 do 7 lat płaciły 12 zł, a poniżej 3 lat mogły jechać za darmo. Był jeszcze bilet grupowy dla rodziny 2 + 3 i dla tych z Kartą Dużej Rodziny za 45 zł.

Rozkład jazdy pociągu można znaleźć na stronie: https://www.krosnice.pl/asp/pl_start.asp?typ=14&sub=38&subsub=151&menu=151&strona=1

 

Trzeba jednak poczekać na nowy rozkład jazdy na sezon 2020

A co poza kolejka wąskotorową w Krośnicach?

 

My pochodziliśmy po Parku wokół kolejki – znajdują się tam stawy rekreacyjnej, gdzie można wypożyczyć rowery wodne i łódki popływać z dzieciakami po małym akwenie wodnym na terenie Krośnickiej Kolei Wąskotorowej. Niestety gdy byliśmy na koniec września, wypożyczalnia była już zamknięta, ale w sezonie jest to niewątpliwie fajna atrakcja dla dzieci. Koszt wypożyczenia łódki lub roweru wodnego wynosił 15 zł/30 min.

Natomiast obok znajduje się też świetny plac zabaw, na którym dzieciaki bawiły się chętnie.

Spacerkiem trwającym 5 minut, piękną aleją można dojść do Pałacu Krośnice, w którym obecnie znajduje się Urząd Gminy. Pałac około roku 1785 roku wybudowała rodzina  z Goszcza. Na stronie Krośnic wyczytałam, że „ Dwór był wtedy jednopiętrowy i znacznie mniejszy niż jest obecnie. Pod ich zarządzaniem pozostał przez sześćdziesiąt lat. 22 lipca 1845 roku majątek nabył od hrabiego Heinricha pochodzący z Westfalii hrabia Adelbert von der Recke von Volmerstein. Założyciel Fundacji, która zaczęła organizować pracę krośnickiej lecznicy. W tym samym roku pałac został przebudowany z barkowego w stylu neorenesansowy. Stylistyka neorenesansowa owego budynku prawdopodobnie została zaczerpnięta ze wzorów włoskich. Był to największy na owe czasy pałac na tych terenach, ustępujący jedynie siedzibie w Brzostowie.”

 

Pałac w Krośnicach

Zaraz obok Krośnic, w Wierzchowicach odwiedziliśmy sklep, gdzie rodzina Łaniaków sprzedaje swoje własnoręcznie robione przetwory owocowe. Pani opowiadała nam o ich gotowaniu w emaliowanych garnkach (przyznajcie się kto dzisiaj ma jeszcze takie garnki, a może wracają właśnie do łask?) i mieszaniu w garnku drewnianą chochlą. Były syropy z różnych owoców, soki, sorbety owocowe, dżemy i konfitury a także musztarda z gruszką. Niektóre wyroby można wybrać nawet w wersji bez cukru! Spróbowałam już musztardy z gruszką i soku malinowego (akurat tego w wersji z cukrem) i oba wyroby są pyszne! W kolejce czekają jeszcze pozostałe produkty do spróbowania. Sklep mieści się przy ulicy Sadowniczej 23 w Wierzchowicach i na budynku widnieje napis  Mała Gastronomia i Pijalnia Soków MALINEA (piszę o tym, bo w poszukiwaniu napisu rodzina Łaniaków niepotrzebnie zwiedzałam cudze podwórka z myślą, że to tu). Te wyroby widziałam tez w kilku sklepach we Wrocławiu m.in. w Zielonej Trufli na Ołtaszynie, ale za radą znajomego udało mi się trafić bezpośrednio? (Wierzchowice i Krośnice to sąsiadujące ze sobą wsie).

 

Przy wejściu do Pijalni Soków Malinea w Wierzchowicach

 

Okolice Krośnic to też lasy, przynajmniej w tym roku obfitujące w grzyby więc polecam Wam te okolice na spacery, grzybobranie i jagodobranie, gdyż krzaków jagód nie brakowało w lesie. My akurat zbieraliśmy grzyby (to już nie był sezon na jagody) i uzbieraliśmy w godzinę dwa małe koszyczki. Część lasów wokół Krośnic znajduje się na terenie Parku Krajobrazowego Doliny Baryczy i w pobliżu pięknych stawów (bardzo niedaleko Krośnic jest Grabownica, Ruda Milicka, Ruda Sułowska i Ruda Żmigrodzka – ale o nich napiszę Wam już przy innej okazji). Niestety z lasu wynieśliśmy też pół torby śmieci –  głównie butelek szklanych (po piwie) i plastikowych 🙁

 

Prawdziwek znaleziony przez Ninę w parku przy Pałacu w Krośnicach

A będąc w Krośnicach, zauważyliśmy banner reklamowy Winnicy de Sas w Czeszycach (13 km od Krośnic)  i chociaż już było krótko przed zmierzchem, pojechaliśmy zaciekawieni tym, że w Polsce w tej okolicy ktoś postanowił otworzyć winnicę. Było późno, ale zaryzykowaliśmy wizytę i tak oto trafiliśmy do Winnicy de Sas, której właściciela spotkaliśmy na podwórku i otworzył dla nas podwoje nie tylko sklepu, ale również miejsca, gdzie trzymane są zakopane w ziemi gruzińskie, ceramiczne amfory, w których właściciele trzymają wino. Nazywają się kvevri i powstaje w nich jedyne w swoim rodzaju wino. Powiem Wam, że takiego jeszcze nie pijałam i jest inne niż te, które degustowałam do tej pory. W winnicy kupiłam po jednej butelce z każdego rodzaju, jaki był na sprzedaż i do tej pory zdążyłam spróbować dwa z nich – właśnie robione w kvevri – Kvevri Milus – bardzo aromatyczne i łagodne wino wytrawne oraz wino słomowe Oriolus. Jak wyczytałam na etykiecie, Kevri Milus jest winem jednoszczepowym, trzymanym 8 miesięcy w gruzińskiej kevri, 6 miesięcy w stalowym tanku.  Natomiast wino słomowe Oriolus, to z kolei wino, zrobione z winogron suszonych wcześniej przez 4,5 miesiąca na … słomie? To wino jest bardzo słodkie, ale jak ma się ochotę na coś słodkiego to będzie naprawdę idealne.

Nie mieliśmy zbyt dużo czasu, zwłaszcza że Nina i Iwo byli już naprawdę zmęczeni, ale pani właścicielka pokazała nam jeszcze krem i piling wyrabiany ze skórek winogron. Ten ostatni przypadł mi do gustu i go kupiłam, niestety nic Wam o nim nie napiszę, bo zapomniałam zabrać. Tak więc mamy świetny powód by wrócić do winnicy na dłuższą chwilę, gdyż tylko zdążyliśmy rzucić okiem na rosnące w równych rzędach winoroślą i ciemnymi gronami i musieliśmy wracać do Wrocławia. Zdążyłam jeszcze tylko zapytać o degustację win i dowiedziałam się, że można się na nią umówić z wyprzedzeniem i kosztuje między 60 a 80 zł w zależności od ilości osób. Można dodatkowo też zamówić deskę serów, które właścicielka wtedy organizuje od lokalnych rolników. Za wszystkie wina, które nabyłam, zapłaciłam od 35 zł do 60 zł. A właściciele z tego co zrozumiałam, mieszkali we Wrocławiu i na starość (bardzo wczesną starość?) wymarzyli sobie winnicę. Tak więc teraz mają niezłą robotę przy winie?

Strona Winnicy de Sas: http://winnicadesas.pl/

 

Winogrono w Winnicy De Sas w Czeszycach

Gdzie zjeść w Krośnicach

 

Nasz wypad zajął nam 8 godzin! W międzyczasie zjedliśmy naprawdę rewelacyjnego karpia i schabowe w Starym Młynie w Niesułowicach. Ta knajpa ma charakter a karp był najlepszy spośród wszystkich, jakie jadłam w niedalekiej okolicy. Tak więc mogę Wam z czystym sumieniem polecić Stary Młyn w Niesułowicach na naprawdę dobry obiad. Jedliśmy też innym razem w Restauracji Grabownica w Grabownicy, ale niestety nie mogę Wam jakoś szczególnie zarekomendować tego miejsca. Jedzenie nie było złe, ale takie bez wyrazu, restauracja również nie miała jakiegoś szczególnego klimatu. Innym razem jadłam w Karczmie Zuzanna w Wierzchowicach, ale było to śniadanie, za to dobre i obfite a przy tym tanie! A w samych Krośnicach jest restauracja Lema, ale nigdy tam nie byłam, choć znajomi jedli zupę kurkową i prosili by napisać, że była bardzo smaczna?

 

Restauracja w Starym Młynie w Niesułowicach

 

Niedaleko Krośnic natomiast zaczynają się Stawy Milickie i o nich napiszę Wam w kolejnym poście. I jeszcze dodam, ze nic w tym artykule nie jest sponsorowane. To moja osobista relacja z odwiedzonych miejsc!

Galeria zdjęć z naszego wyjazdu:

 

 

 

 

Maria Pertek: Z wykształcenia i doświadczenia zawodowego prawniczka; podróżuje od osiemnastego roku życia, a od kilku lat z dziećmi. Miłośniczka wypraw w nieznane, Laponii i kontaktu z naturą. Od niedawna blogerka.