Zabiegani i zapracowani często nie mamy dziś czasu cieszyć się atmosferą nadchodzących Świąt. Na szczęście są dzieci, które przypominają o tym, że Mikołaj już blisko i to ten czas by się przygotować na jego przyjście😊 Dzięki Bogu są też jarmarki bożonarodzeniowe z odrobiną odpustu i tłumem ludzi, ale też swojską kiełbasą, bigosem, grzańcem i świątecznym designem. Mają też to, czego się zwykle w tym przedświątecznym terminie szuka najbardziej – szczyptę magii, która pozwala pomyśleć cieplej o świątecznym okresie.

Opisałam sześć jarmarków bożonarodzeniowych: w moim ukochanym Wrocławiu, Londynie oraz aż cztery w Berlinie. Przyjemności!

Wrocław

Bardzo lubię, choć jak mi donoszą z różnych stron, są również niezadowoleni, bo ciasno, bo drogo, bo obciachowo. Ja uważam, że z roku na rok jest coraz lepiej i naprawdę nie mamy się czego wstydzić. Drogo jest i pewnie taniej nie będzie. Jest za to coraz więcej atrakcji, jarmark się rozrasta. Zajmuje Rynek,  Plac Solny , kawałek ul. Świdnickiej i Oławskiej. Na miejscu nie brakowało atrakcji jarmarcznych dla dzieci, była w Rynku skrzynka na listy do Świętego Mikołaja i imponująca choinka, były samochodziki do jeżdżenia, mała karuzela a nawet mini ciuchcia. Przez Rynek przeszła też parada elfów i bajkowych postaci. Całkiem wciągające widowisko! A na jarmarku polecam pajdę chleba de lux (ze smalcem, kiełbachą, boczkiem i cebulą) oraz gofry bąbelkowe z bitą śmietaną i prażonymi jabłkami, nieśmiertelne węgierskie sękacze kürtőskalács czyli kurtosz kołacz po naszemu😊 Ponoć rewelacyjna jest litewska słonina, choć osobiście nie spróbowałam. W Bajkowym Lasku można posłuchać bajek, zaglądając przez okienko budki do środka, gdzie poruszają się lalki. Posłuchaliśmy Czerwonego Kapturka, Pinokia i Jasia i Małgosi, tego ostatniego  w wydaniu lekko przerażającym, czego na próżno już szukać we współczesnych bajkach. Jarmark będzie otwarty do 31 grudnia.

 

 

Londyn – Winter Wonderland

Jest wielki, jest kolorowy, jest w samym sercu Hyde Parku! Różni się od pozostałych, bo jest wielkim parkiem rozrywki. Ma imponujące lodowisko z muzyką na żywo (naprawdę urocze!), karuzele różnej maści, strzelnice i wszystkie inne atrakcje wesołego miasteczka. Tylko ja nie poczułam tej magii, na którą tak bardzo liczyłam. Może dlatego, że to jedyny jarmark, na którym nie mogłam być wieczorem, a jednak wieczór najlepiej oddaje klimat migotających światełek i zakorzenionej gdzieś w sercu atmosfery świąt. Jedzenie w moim odczuciu było bardziej fast-foodowe aniżeli jarmarczne, choć grzaniec był i smakował nieźle. Dla dzieciaków raj, gorzej z kieszenią rodzica. Atrakcje wesołomiasteczkowe potrafią przekroczyć wszelkie limity. Winter Wonderland będzie otwarty do 6 stycznia.

 

 

Berlin

Tutaj spędziłam czas aż na czterech jarmarkach i będzie można je jeszcze  odwiedzić przez kilka dni.  Do poruszania się po Berlinie i przemieszczania pomiędzy wybranymi jarmarkami, albo innymi atrakcjami, bardzo przydatna jest aplikacja BVG Fahrinfo Plus, działa też po angielsku.

Na początek mała ściąga z trunków:

Glühwein – grzane wino

Eierpunsch – ajerkoniak na ciepło z dodatkiem bitej śmietany

Feuerzangenbowle – grzane wino z przyprawami i cytrusami przygotowane w efektowny sposób: kostka cukru polewana jest rumem i podpalana, po czym się karmelizuje i spływa do wina (na zdjęciach widoczne na jarmarku przy Pałacu Charlottenburg)

Jarmark na Gendarmenmarkt

Bardzo ładny jarmark bożonarodzeniowy w Berlinie. Tworzy zamknięte wydarzenie, na które wstęp kosztuje 1 euro. Od poniedziałku do piątku do godz. 14 można wejść za darmo. Ochrona sprawdza większe torby a do kasy trzeba poczekać dwie minuty w kolejce.

Ograniczone miejsce powoduje, że całość można obejść nawet dość szybko, choć oczywiście jest mnóstwo miejsc, w których warto zatrzymać się na dłużej. Ja posłuchałam koncertu mniej więcej pośrodku jarmarku. Poza tym na szczudłach chodzi biała Pani Zima, która obrzuca wszystkich papierowymi płatkami śniegu. Są też poustawiane pawilony, do których można wejść i się ogrzać. Jarmark będzie otwarty do 31 grudnia.

 

 

Jarmark przy Schloss Charlottenburg, czyli przy Pałacu w Charlottenburgu (błędnie nazywanym przez niektórych zamkiem)

Adres: Spandauer Damm 20-24, 14059 Berlin (przystanek autobusowy Schloss Charlottenburg, linia M45). W 1695 roku Książę Fryderyk II podarował Księżnej Charlotte pałac, dzięki któremu cała dzielnica zyskała swoja nazwę (Charlottenburg). Dla mnie ten właśnie jarmark jest najciekawszy i  najpiękniejszy spośród wszystkich odwiedzonych w Berlinie. Ma najładniejsze otoczenie, klasyczny wymiar, ale jest też najdroższy (moje odczucia). Nawet na Gendarmenmarkt w samym sercu Berlina, było około 50 centów taniej na tych samych produktach. Tutaj można za to wejść na platformę widokową i spojrzeć na wszystko z góry i naprawdę warto! Polecam Thüringer Rostbratwurst ( czyli bardzo smaczną kiełbasę z rusztu, regionalną, pochodzącą z Turyngii i ze specjalnym certyfikatem, całość  z wyjątkowa bułką za 4 Euro). Były też inne kiełbasy, ale polecam Rostbratwurst, bo póki co zawsze dobrze smakuje. Na tym jarmarku jest też pawilon z różnymi sklepami, gdzie pięknie pachnie miodem. Po przeciwnej stronie są pawilony z miejscami do siedzenia i tutaj już wino jest droższe. Piłam grzańca o smaku jagodowym (polecam!), pyszny, bo nie za słodki (5 Euro). Drugą atrakcją było Feuerzangenbowle. Kelner po przyniesieniu win zapalił kostkę cukru polaną rumem, która opierała się na cążkach, a karmel spływał do wina. Trunek też nie był zbyt słodki (6 euro).

 

 

Jarmark przy Kościele Pamięci Cesarza Wilhelma (Kaiser-Wilhelm-Gedächtniskirche)

Adres: Breitscheidplatz, 10789 Berlin-Charlottenburg (najbliższy przystanek przy znanym Dworcu Zoo, czyli Zoologischer Garten). Stąd jest niedaleko do Kurfürstendamm, najbardziej reprezentacyjnej alei w Berlinie, która co roku jest bardzo atrakcyjnie udekorowana. Nie tylko lampki i dekoracje, ale też wystawy sklepowe najbardziej znanych marek nabierają świątecznego charakteru.  Tutaj znajduje się też, cieszący się popularnością wśród turystów napis BERLIN). Zaletą tego jarmarku jest jego położenie i to, że jest przy samym kościele. Można na nim  spędzić naprawdę dużo czasu, ponieważ ma wiele zakamarków. Poza tym są ozdobne namioty, gdzie można i napić się grzańca. Wino kosztowało 4 Euro, a do tego kaucja za kubek wyniosła dodatkowe 5 Euro.

 

 

Spandau

Położony najdalej od centrum, za to wygrywa w klasyfikacji na najbardziej jarmarczny charakter więc dzieciom na pewno się spodoba😊 Przy kościele ewangelickim jest też szopka ze zwierzętami, które jednak wyglądały na zmęczone i sobie spokojnie odpoczywały.

Bardzo ciekawe było tutaj wino. Z kawałkami jabłka i miało najbardziej wytrawny smak grzanego wina, jaki piłam, ale smakowało dobrze. Tutaj Rostbratwurst (ale zwykły, nie z Turyngii) kosztuje 2,5 Euro i tę różnicę czuć w smaku a także w pieczywie, które było zwykłą pszenną bułką. Za to absolutnie najpyszniejsze były frytki naprzeciwko Ratusza (mała porcja 3,5 Euro): grubo krojone, chrupiące, z jakąś tajemniczą przyprawą. Do wyboru mnóstwo sosów (m.in. fistaszkowy, Nutella, curry, czosnkowy). Niestety zapomniałam zrobić zdjęcia, czego bardzo żałuję, choć z drugiej strony nie ma dowodu ile zjadłam!

 

 

Maria Pertek: Z wykształcenia i doświadczenia zawodowego prawniczka; podróżuje od osiemnastego roku życia, a od kilku lat z dziećmi. Miłośniczka wypraw w nieznane, Laponii i kontaktu z naturą. Od niedawna blogerka.