fbpx

Czy poezja nas uratuje? O poetce i pisarce z Doliny Baryczy, Katarzynie Georgiou

W niesamowicie przepięknej scenerii Doliny Baryczy, wśród bobrów i rozlewisk, żyje poetka i pisarka Katarzyna Georgiou, którą miałam olbrzymią przyjemność poznać osobiście. Już niestety nie pamiętam, jak to się stało, że nasze  drogi gdzieś się przecięły, w każdym razie przeczytałam książkę Kasi „Indiańska ścieżką” o jej emigracyjnych doświadczeniach w Kanadzie, spotkaniach z Indianami, ich tradycjach i o życiu. Potem pojechałam do domu poetki „Pod Miodną Lipą”, gdzie pisarka zaprasza w weekendy swoich czytelników na chwilę wytchnienia przy zaparzanych przez Nią osobiście ziołach, gdzie można spędzić czas na rozmowie spacerując wokół Stawów Milickich. Przy okazji swojej wizyty nabyłam chyba wszystkie pozycje książkowe Jej autorstwa.

Kasia była nauczycielką przez wiele lat. Najpierw w Kanadzie, potem w Polsce. Od ponad roku prowadzi Wierszobajędy  – działalność artystyczną w ramach której jeździła z warsztatami i prelekcjami po całym kraju, odwiedzając szkoły, biblioteki i inne ośrodki kultury. Koronawirus przerwał te wyjazdy,  umożliwiając poetce utrzymywanie się jedynie z bieżącej sprzedaży książek.

Ostatnio na jej profilu przeczytałam taką oto piękną opowieść o koszykach zmartwień. Jest ona jedną z bajęd z ostatniego tomu „Drzewa kochać potrafią”. Posłuchajcie:

„Koszyki zmartwień” są do dziś używane w kulturze indiańskiej, by wspomóc uwalnianie ducha od zmartwień i żali, jak również do modlitw o spełnienie marzeń i życzeń. Od zawsze były wieszane przed wejściem do domu, aby wszyscy domownicy i goście mogli pozostawić swoje zmartwienia właśnie w nich i nie wnosić negatywnej energii w progi domostwa. Zadaniem tych koszyków, często pięknie przyozdobionych osobistymi elementami dekoracyjnymi, jest symboliczne zapewnienie każdemu domowi pokoju, dostatku i wewnętrznego ukojenia.

Koszyki zmartwień służą ich posiadaczom do oczyszczania myśli. Niektórzy pozostawiają w koszyku złość, żal i złe myśli, inni – problemy zapisane na karteczce prosząc jednocześnie Kreatora/Stwórcę, by obdarzył ich siłą, potrzebną do uwolnienia się od tych negatywnych wibracji i lęków, a także znalezienia najlepszego rozwiązania w sytuacji, która przysparza zmartwień. Gdy umysł i dusza zostają symbolicznie uwolnione od problemów, z jakimi dana osoba się boryka, zaczyna ona inaczej postrzegać sytuację i miast rozpaczać i projektować wszelakie przeszkody na drodze do ich usunięcia, może zabrać się w konstruktywny sposób za pozytywne działanie, żeby problem rozwiązać. Gdy rozwiązanie problemu staje się faktem, albo życzenie zostaje spełnione, można usunąć to, co włożone zostało do koszyka i wyrzucić. Nasze modlitwy, czy też pozytywne prośby, są zawsze wysłuchane, czasem jednak nie w sposób, w jaki byśmy chcieli. Indianie uważają, że Stwórca zawsze życzy dobrze nam wszystkim – jednak życie wolne od większych trosk jest ułatwione, gdy kroczymy ścieżką życiową z szacunkiem dla wszystkiego, co wokół, miłością do ludzi i zwierząt oraz osobistą etyką (honorem).

Żyjemy w czasach, gdy zmartwienia są chlebem powszednim. Brak pieniędzy. Świat jaki znamy, rozpada się w taki czy inny sposób. Przyszłość jest niepewna. Ale wydaje mi się, mając w myśli koncepcję „koszyka zmartwień”, że tak naprawdę to nie poświęcamy czasu na okazanie swoich lęków i zwerbalizowanie zmartwień. Pozwalamy im powolutku dojrzewać i kłębić się w naszych umysłach i sercach. Pozwalamy, by żywiły się perspektywą tego niepewnego świata i wpływały na nasze relacje z innymi ludźmi. Bezsilnie godzimy się na rezygnację z marzeń i zdrowego życia.

Biorąc to pod uwagę nie dziwię się, że nie wychodzimy ze swoich przyzwyczajeń i nie pytamy innych o ich myśli, lub co mają na myśli, gdy rozmawiamy. Kiedy po raz ostatni zapytałeś się kogoś: „Czym się martwisz?”, lub „O czym myślisz?” Ja prawie sobie nie przypominam zaczęcia w ten sposób rozmowy z nikim, jak tylko z własnym umysłem. Zabawne, nieprawdaż? A przecież wszyscy wiemy, że pozbywanie się naszych zmartwień i ich rozpracowanie następuje najszybciej poprzez werbalizowanie i podzielenie się nimi z bliską i zaufaną osobą.

Tak więc zaczynam się pytać. Czym się martwisz? O czym rozmyślasz? Nie musisz mi głośno odpowiadać ani komentować, ale jakakolwiek jest twoja forma odpowiedzi, nie zamykaj jej w sobie, tylko zapisz. Napisz maila do przyjaciela, podziel się swymi myślami z kimś, komu ufasz. Cokolwiek zrobisz, pozwól zmartwieniom zawartym w tych odpowiedziach po prostu odejść.

Znam pomocną wizualizację, która pomaga w uwolnieniu się od zmartwień. Może komuś właśnie się przyda:
Wyobraź sobie, że aniołowie chcą ci pomóc, ofiarowując ci w darze „koszyk zmartwień”. Usłysz ich głosy, jak proszą cię, byś złożył wszystkie swoje troski w jego wnętrze, te duże i te małe. Potem wyobraź sobie, że anioły unoszą twoje troski i zabierają kosz w światłość składając go w ręce Stwórcy, by uzyskać rozwiązania dla zawartych w nim trosk.
Za każdym razem, gdy uwalniamy się od trosk, wyzwalamy z ich sideł nasz umysł, zestresowane ciało i duszę. Nie tylko uwalniamy w tym procesie siebie, ale i bliskich nam ludzi, którzy martwili się niejako razem z nami. Gdy wysyłamy swoje lęki i zmartwienia innym, jak oni się wówczas czują? Gdy przenosimy swoją złość z powodu niemożności likwidacji problemów, jak reagują ludzie z najbliższego otoczenia czy członkowie rodziny? W tej wizualizacji pomocy anielskiej warto także zastanowić się nad naszymi myślami i przenoszeniem negatywnych emocji na innych, również prosząc o pomoc w uwolnieniu ich od naszych trosk, które i na nich oddziaływały.

(…)  Wykonana praca, własnymi rękoma na dodatek, wraz z zaprzęgnięciem umysłu do rozmyślań nad zmianami w życiu i kierunkiem, w jakim chcemy podążać, często jest takim bodźcem. Fenomen „Koszyka Zmartwień” właśnie z tym się wiąże.
Jak wykonać swój koszyk zmartwień? Tak jak nam twórcza strona osobowości podpowiada. Wystarczy wziąć mały wiklinowy koszyk i ozdobić go po swojemu. Można go zrobić na szydełku z wielokolorowej włóczki, można też wykorzystać dużą muszlę lub drewnianą misę, albo wykonać go z gliny na zajęciach z ceramiki. Ważne, by nasza energia, włożona w jego wykonanie, była intencjonalnie czysta i pozytywna, przepełniona myślami o dobrych zmianach i uwalnianiu negatywnych emocji u siebie, a przez to i u innych, z którymi mamy styczność.”

To koszyk zmartwień poetki Katarzyny Georgiou z Jej strony na Facebooku:

 

Na dniach natomiast  ukaże się najnowsze dzieło Katarzyny Georgiou i Mirka Owczarka „Klechda Truskawkowa” , utrzymana w konwencji liryki erotycznej z baśniowymi i w pełnym kolorze ilustracjami Virginii Issel- Balcar. Kasia pisze tak: „Każdy, kto zajrzy do jej wnętrza będzie miał okazję zanurzyć zmysły we flircie Wiedźmy i Wodnika, osadzonym w przepięknych okolicznościach przyrody Doliny Baryczy.”

No ja nie mogę się doczekać! W takich czasach jak te, w których żyjemy, powinniśmy się karmić poezją każdego dnia, bo to czysta rozkosz i przyjemność !

Wydanie „Klechdy Truskawkowej” można wesprzeć na zrzutka.pl. Każdy kto wpłaci minimum 30 zł, może liczyć na egzemplarz książki z autografem autorki.

Tutaj link do zrzutki: https://zrzutka.pl/umujju

A teraz  posłuchajcie, jak Kasia czyta jeden z wierszy:https://www.youtube.com/watch?v=Sxg20DLo7ng&feature=youtu.be&fbclid=IwAR2ZhYrE2AWEYrwD0DM9IaR0WKSjpXj0DeHUAsZKYOQhg4yWnlmr6IQfKbc

okładka „Klechdy truskawkowej”. Jest mi niezmiernie miło, że mogłam przyczynić się poprzez swoją cegiełkę, do jej wydania.

 

A to już baśniowa ilustracja do książki, autorstwa Viginii Issel- Balcar

 

Poetka Katarzyna Georgiou i współautor „Klechdy Truskawkowej” Mirek Owczarek, w domu Kasi „Pod Miodną Lipą”

Kasia jest też autorką bardzo ciekawych książek dla dzieci „Strefa Bałaganu” (Wrocław 2013), Dziecięcy Świat – wiersze dla smyków z wyobraźnią (Tolkmicko 2010), Funky Poems Treasury (Wrocław 2014) i Imagination’s Light (Warszawa 2011).  Wystarczy napisać do Poetki na Messengerze i wszystko wysyła pocztą. Strona Kasi jest tutaj: http://skalnykwiat.blogspot.com

A na koniec, publikuję mój ulubiony wiersz z tomu „Dychotomia mojej kobiecej natury” , a mianowicie „Kobiecy optymizm (czyli historia pragnienia)”:

Puste słowa…
Nie rozumiesz jak słowa

potrafią być nic nie znaczące?

Gdy twoje gesty, spojrzenia

czy mowa ciała mówią

zupełnie coś innego?

Nie oczekuję słów od ukochanego,

nie oczekuję zapewnień,

nie oczekuję zabezpieczenia,

cokolwiek by to oznaczało.

Pragnę tylko ciepłych spojrzeń,

pragnę tylko zrozumienia moich przywar;

pragnę tylko silnych ramion

opasujących mnie bezpieczną miłością.

Pragnę tylko radości z bycia razem,

pragnę tylko słonecznych dotyków

i pocałunków rozpraszających

moje smutki i uspokajających nadzieję.

Nadzieja… niepoprawny optymizm…

 

Kochani! wspierajmy poezję i wspierajmy się nawzajem!

 

Maria Pertek: Z wykształcenia i doświadczenia zawodowego prawniczka; podróżuje od osiemnastego roku życia, a od kilku lat z dziećmi. Miłośniczka wypraw w nieznane, Laponii i kontaktu z naturą. Od niedawna blogerka.